Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
4.10.2016, 13:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2016 10:41 przez Malarz.)
Post: #1
Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
Edit pokońcowy: Well miałem zamiar opisać historię online, a skończyło się na tym że nabazgrałem 10 stron o życiu i mi się znudziło jak na razie pisanie. Podejrzewam że kiedyś napiszę tą historię online, ale wątpię żeby to się stało w super najbliższym czasie.

Z góry ostrzegam że piszę momentami niegramatycznie, wątpię żebym to proofreadował i na dodatek po polsku nic dłuższego nie pisałem od czasów matury z polskiego ponad 2 lata temu Druga rzecz za którą z góry przepraszam, to na 100% gdzieś rąbnę się w dobrym umiejscowieniu wydarzenia w czasie, jak na przykład rok danego wydarzenia, więc please understand.

Intro
Dwa miesiące bez jednego dnia temu (przynajmniej wtedy kiedy zaczynam to pisać) skończyłem 21 lat. Jest to załóżmy że w miarę dojrzały wiek, przynajmniej w porównaniu do tego jak się zachowywałem czy myślałem kilka lat temu i mam okazję spojrzeć na wydarzenia z perspektywy czasu, więc czemu tego nie wykorzystać w jak najbardziej bezsensowny sposób, czyli napisania swojej historii kajdżudo. Jak tak się zastanowić, niekoniecznie Duel Masters ciągle, ale granie w tcgi jest znaczącą część mojego życia (mając niecałe 9 lat brat nauczył mnie grać w MtG, a potem prawie bezprzerwanie w coś grałem/gram), ale to będzie historia Duel Masters. Pewnie to wyjdzie jakoś długo i nikomu się nie będzie całego chciało czytać, dlatego podzielę to najpierw na część osobistoturniejowąrealną, a następnie będzie opis ewolucji internetu, do czego skorzystam zręcznie z archiwów dm.com.pl a także z pozapisywanych niektórych rzeczy z juna. Tak więc zróbcie sobie herbatę, czy polecam nawet coś mocniejszego bo bez tego może być trudno, i zasiądźcie do lektury dziejów i ewolucji młodego Malarza przez lata.

Świat Realny

Nie będzie to raczej interesująca część dla ludzi nowszych w Duel Masters niż nawet jun, bo pojawi się sporo nicków i nazwisk których nikt nie pamięta oprócz tych co byli w Krakowie i niektórych ludzi z forum. Może być ciekawe dla tych, którzy po prostu lubią poczytać o czyimś życiu, na dodatek jeśli jest to napisane niespójnym stylem i angielskimi wtrąceniami, których się postaram jednak unikać. Obstawiam że kilka razy zobczę z toru, napiszę o niepotrzebnych rzeczach i takie podobne. Dodając potem, w pewnych momentach będę stosował skróty typu Z, bo to są imiona/nazwiska, które i tak nikomu nic nie dadzą a oszczędzą mi pisania. Koniec drugiego wstępu, czas zostawić za sobą przyszłość i skoczyć w przeszłość!

Anime Duel Masters
Jeżeli nie urodziliście się po roku 2000 to prawdopodobnie bardzo dobrze pamiętacie czasy Fox Kids, anime bajek o 7 na Polsacie czy co najważniejsze Cartoon Network. Na tym ostatnim kanale 9 października 2004 roku zadebiutowało anime Duel Masters, co było wstępem dla mnie i zapewne wielu z was do tej gry. Pomijając fakt że zasady były tam nie za bardzo szanowane i nie pomijano koszty stworów, to byłem w stanie zrobić własne kartoniki niczym Kintaro i nawet stworzyć kilka swoich własnych kart. Jedyną jaką pamiętam był Guardian ze Światła, był blokerem i jako rysunek miał proszek do prania z mieczem i tarczą. Spora szansa że grałem sam ze sobą jakoś widząc jak to mój brat robi testując decki do MtG, ale to nie trwało super długo zanim odkryłem...

Kaczor Donald i podróbki
Czerwiec roku 2005 (mam nadzieję że to dobrze umiejscawiam). W Kaczorze Donaldzie jako dodatek jest booster Base Set do Duel Masters. Kupiłem dwie kopie, bo niezbyt uważałem że warto więcej i pamiętam następujące karty które dostałem. Moim pierwszym rarem był Rothus Podróżnik, którego zamieniłem na Dia Norka albo odwrotnie. Bardziej w pamięć wbił mi się fakt, że z obu dostałem Wandering Braineatery i z któregoś Hunter Fisha. Posiadając po 20 kart ze znajomymi graliśmy sobie w pobliskim parku na studzience kanalizycjnej wyzwalając manę i atakując blokerami, zabawne czasy. Niedługo potem odkryliśmy że w pobliskim sklepie z zabawkami można kupić, wtedy jak nam nie było wiadomo, podróbki. Ochoczo każdy z nas kupił deck, ja wybrałem Shobu's Fire Deck, który nie dość że był znacząco mocniejszy niż moich kolegów na ten czas, to na dodatek miał holo Meteosaura, a co najlepsze, bądź najgorsze, prawie w ogóle nie odbiegał wyglądem od oryginalnych kart. Żadna zmiana czcionki, rozmiaru kart, połysków, Balloomów z obrazkiem Niof czy Szubs Kinów o koszcie 006. Bardzo długo trwałem w przekonaniu że to są oryginalne karty. Ale to był tylko początek. W niezbyt długim czasie każdy z naszej czwórki miał po kilka, ktoś chyba nawet kilkanaście, talii którymi toczyliśmy ze sobą zawzięte pojedynki i turnieje, tym razem na chodniku jakieś 20 metrów obok. Każdy z nas wygrywał swoją porcję gier i zawodów, skończyły się wakacje i jakoś to poszło. Roku 2006 nie pamiętam, oprócz tego że byłem na kolonii zuchowej, oglądałem mundial i galaktik futbol i grałem sporo w piłkę. Teleportujemy się więc do roku 2007. Każdy z nas ciągle ma swoje stosy podróbek i po ~20 oryginalnych kart. Sprzątając klasę pod dywanem odkrywamy trochę pogiętą kartę Faerie Life. Nigdy nie widząc nic poza DM-04, przynajmniej ja, byliśmy zaciekawieni że są dalej karty Duel Masters, które są oryginałami. Okazuje się że kolega Z z równoległej klasy gra w tą grę i na dodatek chodzi na turnieje do krakowskiego barda. Źródło informacji że są turnieje DMa mogło też być od mojego brata, ale to nie jest zbyt ważny fakt. Ważne jest to że z kolegą G dosyć oszaleliśmy na punkcie Duel Masters ponownie i wielokrotnie przeglądaliśmy każdy set dostępny w wyszukiwarce WotC w poszukiwaniu najlepszych naszym zdaniem kart, które chcielibyśmy dostać z naszych pierwszych boosterów, nie licząc KD. Pamiętam że moją uwagę przykuł Laveil, Seeker of Catastrophe i ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu akurat DM-06 nie było wtedy dostępnego w bardzie. Nie wiedzieliśmy też że można mówić numerkami i nauczyliśmy się na pamięć nazw setów i mówiliśmy nimi całymi.

Pierwsza wizyta w Bardzie w celu DM
Któregoś pięknego majowego bądź już letniego dnia poszliśmy z naszymi mamami do barda żeby dokonać zakupu. Jak już pisałem, nie było DM-06 i zadowoliłem się DM-09 nie pamiętając na co licząc, ale z niego wypadł mój pierwszy Super Rare! Szczęście nowicjusza, a błyskiem mienił się Stratosphere Giant. Jak wszyscy wiemy nie jest to za dobra karta, ale cóż to za przeszkoda dla 12letniego Malarza i jego kolegów. Dużo mocy, Triple Breaker a na dodatek jest holograficzny i rzadki, czego więcej chcieć. Kolega G nie miał takiego szczęścia, i kupił drugi booster z którego wypadł mu chyba Very Rare, ale też chyba Kyrston co go ucieszyło, bo od początku chciał grać na smokach bo je bardzo lubił. Spoilerując trochę życie, skończył mając RUBa na Abzo Dobie, którego niestety niektóre karty ktoś mu ukradł w Bardzie, nigdy ich nie odnaleźliśmy ani nie dowiedzieliśmy się kto to był. Wracając do ówczesnego czasu, posiadaliśmy już znacząco więcej oryginalnych kart niż poprzednio i w miarę zaczęliśmy ograniczać ilość podróbek w naszych taliach i pomimo że ciągle miały 5 kolorów, zaczęły nabierać jakiegokolwiek sensu. Pod koniec wakacji, w sierpniu zdecydowaliśmy się pójść na turniej, nie żeby grać bo nawet nie mogliśmy, ale żeby zobaczyć. Pierwszym widokiem jaki zobaczyłem było to że stoły znajdowały się nawet na zewnątrz, a nawet nie było aż tak dużo ludzi w porównaniu do tego co miało się dziać w przyszłości. Miało to dosyć sens że znacząca ilość osób tam przebywających była w naszym wieku, tam właśnie poznałem takich ludzi jak Technototem, Atanamir czy Bazagazael, zwany Bazą. Atan mocno nie pamięta że istniałem jak go spotkałem kilka lat temu, tak samo jak inny gość który grał RUBem co okazało się że chodził ze mną potem na laby z chemii w liceum, chociaż jak pierwszy raz była czytana lista obecności to się odwrócił i poszukał wzrokiem jakby jednak Jankiel zagrał. Wracając, ktoś grał Bombazarem, ktoś jakimś RUBem, rushem, BUYem, co chciałeś to miałeś. Znajdował się tam też wtedy kolega Z, który powoli kończył swoją historię Duel Masters i był znajomym z technotem. Dokonałem tam zamiany swojego Stratosferycznego Giganta na Kejilę i innego very rare'a, kupiłem jakiś booster, albo to nawet był ten moment w którym kupiłem ich 6 za jednym razem, co było dosyć głupie. Dostałem wtedy bardzo dużo multi w tym Aqua Skydivera, którego od razu wymieniłem. Po tym wydarzeniu z G, a następnie też z W, który był czwartą osobą wakacyjnie grającą osobą dwa lata wcześniej, mieliśmy spory arsenał oryginalnych kart z których składaliśmy talie i nimi graliśmy. Nic szczególnego, ale początki są początkami. Spotykaliśmy się u G i graliśmy korzystając z faktu że dywan u niego w pokoju miał ładny wzór który idealnie wskazywał na strefę tarcz. Chyba czas zrobić fast forward kilku turniejów, zdobywania więcej kart które nie za bardzo pamiętam i dojść do najważniejszego wydarzenia w mojej duel mastersowej karierze! No może nie, ale jest ono stosunkowo ważne.

Mikołajkowy Turniej Par
Zanim dojdziemy do tego, taka mała anegdotka. Wiecie dlaczego nigdy nie szło mi za dobrze w Duel Masters oprócz tego że nie lubiłem wydawać grubych pieniędzy na kartoniki? Co dwa tygodnie w sobotę o 11 był turniej DM w Bardzie, na którym prawie zawsze byłem. Co dwa tygodnie też koło 9 rano po śniadaniu stwierdzałem, że mój deck nie ma sensu, całkowicie go rozkładałem i składałem nowy z niezbyt dużej puli kart. Skutkowało to żę nie dość że nie miałem dostatecznie dużo kart na jeden dobry deck, którym bym się w miarę uczył grać, to na dodatek dwa razy w miesiącu go zmieniałem całkowicie. Efekt raczej łatwo sobie wyobrazić. Dlatego to jest dosyć ważne.

Z kalendarza wnioskuję że był to rok 2008, bo wtedy 6 grudnia wypadał w sobotę. Dla odmiany nastroju Bard zorganizował turniej, w którym było się losowanym w pary. Ja miałem złożonego swojego wspaniałego budżetowego GUYa na Initiatach bez żadnej ewolucji na nie. Opierał się on głównie na chargerach, Trench Scarabie, Laser Whipie i tapowaniu. Była nawet jakaś Mana Bonanza i Bliss Totemy, ogólnie niezbyt dobre to było. Los dobrał mnie z jednym z braci bliźniaków K, który grał RUBem, przed turniejem szybko przejrzał moją talię pewnie w głębi się załamując i widząc mojego Loka, Księcia Polowania szybko zdecydował się pożyczyć mi na turniej Craze Valkyrie i kilka innych kart. Połączenie RUB Controla z GUY Charger mocną early obroną bez widocznego finiszera okazało się nadnaturalnie dobre i zakończyliśmy ten turniej na pierwszym miejscu wygrywając zestaw do figurkowej gry Star Wars. Dlaczego ten turniej jest taki ważny? Bo to jest z tego co pamiętam jedyny w miarę poważny turniej Duel Masters który wygrałem. Nie liczę jakiś zabawnych draftów na 4 osoby z rozrzuconych na wietrze kart, tylko taki turniej turniej, w którym każdy chciał wygrać i się starał jak najbardziej. Trochę szkoda że nie ta wygrana nie była głównie moją zasługą, a pełniłem raczej tam rolę nawet trzecioplanową, ale ciągle. Darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, a ten koń na imię miał Los.

http://i.imgur.com/G9epJh2.jpg

Ewolucja decków
Stricte rzeczy związanych z Krakowem, które miałyby większą wagę chyba nie ma, rzeczy które pamiętam będą opisane w zakładce turnieje bądź w następnym podrozdziale/wygrubieniu, lecz na razie chciałbym powspominać talie które najbardziej pamiętam, w kolejności w miarę chronologicznej. Zacznijmy od:

GUY Initiate-Mana-Control-All-In-One
Powyższa kombinacja która zdołała wygrać wspomniany przed chwilą turniej bardzo często pojawiała się w moim deckboxie zrobionym z metalowej puszki po bodajże herbacie. Nigdy nie posidałem własnej Craze Valkyrii, lecz ogromnie lubiłem bawienie się maną, tapowaniem stworów przeciwnika, a następnie zabijaniem ich zlaserwhipowanym Trench Scarabem. Widząc że ta kombinacja pomimo mojego umiłowania do Vine Chargera, nie posiadała zbytnio odpowiedzi na agresję poza blokerami ze Światła, co jakiś czas dodawałem do niej Ogień. Tu z kolei pojawia się moje zamiłowanie do Gigio's Hammer, dla którego znajdywałem zastosowanie obok Mighty Bandita, żeby mój Trench Scarab był jeszcze potężniejszy. Pewnie myślicie że Petrova byłaby o wiele lepszym rozwiązaniem na dodatek do swarmu na Initiatach? To prawda, ale nigdy nie byłem rozrzutny, a Channeler of Suns swoje kosztowała. To jest też powód trochę dla którego nigdy nie grałem Bombazarem, bo on i swapy kosztowały zdecydowanie za dużo. RUGY był chyba właśnie kombinacją którą grałem sporo, aż doszedłem do wniosku że można tak właściwie wywalić z niego U i wtedy powstał

RYG MANA CONTROL
Deck który przetrwał dwa turnieje, ale zapisał mi się bardzo dobrze w pamięć. G dostarcza mana accel, Y dostarcza tapowania i blokowania, a R mana burn. Wszystko łatwe? Armoloidy, Bajula i w miarę porządny deck? Nic z tych rzeczy. Mój mana burn opierał się na Inżynierze Kipo (znowu, swoje upodobania do kart, które dawałem wszędzie, jak niektórzy pamiętają przez jakiś czas moim nickiem był Kipo zamiast Malarz czy przez pewien szlachetny okres czasu na karciance Pintor, kiedy to kanister był convocardevivearmadura, a hook baratepielnovendere, ale na to przyjdzie czas) a także Smoku Bolzardzie. Dlaczego więc kolejny deck, który nie miał prawa bytu się zapisał u mnie na więcej niż jeden turniej? Otóż sprawa prosta. Nie wiadomo jakim sposobem, ale ta talia się spisywała w miarę dobrze, i znając życie mając bardzo dobre paringi skończyłem w top 5. Takie osiągnięcie rzadko mi się zdarzało, więc dlaczego miałbym nie zostawić tej talii i spróbować szczęścia ponownie na następnym turnieju? Zrobiłem tak, bez żadnych zmian. Minęły dwa tygodnie, zająłem ostatnie miejsce. Talia została rozłożona i nigdy nie wróciła w takim samym stanie do użycia...

RG Rush
Ten deck był dosyć uosobieniem mojego stylu gry. Nigdy nie byłem zbyt dobry w graniu controlami, głównie przez brak cierpliwości i niezbyt lubienie braku akcji w takich grach, a na dodatek był tani jak barszcz. Nie wiem przez ile nim grałem, ale pamiętam że nawet dokonałem inwestycji w dwa srebrnoramkowe Quixo, żeby ta talia wyglądała porządnie. Grałem ją jak na mnie bardzo długo bo kilka miesięcy, aż w końcu musiała mi się znudzić, bądź ktoś skomentował że umiem grać tylko rushem i wziąłem to do siebie poszukując nowego australijskiego stylu duel masters.

Nieudana próba Qbiusa
Pewnego dnia Qbius stwierdził, że tak właściwie to ja w miarę umiem grać i powienienem mieć porządny deck. To było chyba już wtedy jak nie było turniejów w Krakowie oficjalnych, albo była ich końcówka, i postanowił mi pomóc, a tak właściwie większość załatwił on sam, GRUB mana burna. Nie miało ono co prawda Inferno Gate'ów, nie przesadzajmy, ale zawierało w sobie Fortress Shelle, Soulswapy, Plagi. Ogólnie trzon tej talii był droższy raczej od sumy wszystkich decków jakimi grałem. Nie dostał chyba za to nawet Qbius odpowiedniej ode mnie zapłaty, bo otrzymał to głównie w kartach, które na pewno nie były tyle warte ile jego trud, ale mam nadzieję że jakoś wybitnie tego nie rozpamiętuje co noc klikając z nienawiścią w cookie clickera za każdego soulswapa którego nie wykorzystałem zgodnie z celem. Jego entuzjazm w chęci uczynienia mnie mistrzem DM nie uwzględnił jednak tego, że jak wspomniałem, bardziej pałałem chęcią do aggr, a nie do wolniejszych kontroli i nieumiejętność posługiwania się tym deckiem w pełni mnie dosyć do niego zniechęciła. Ale próba była.


RYG WS
Chyba ostatni ważniejszy deck, który pamiętam i miałem dłużej to właśnie Wave Strikery. Talia stworzona dla mnie. Aggro, tanie pieniężnie jeżeli się nie miało swapów i Bomb jak ja, a na te sloty można było dać zabawne karty, którymi można było się pobawić. Pamiętam że trzymałem tam Comet Eye, Shaman Totem (akurat to było uważane za dobre) i moje ulubione Colonely Koale. Te ~40 kart towarzyszyło też wiekopomnym chwilom takim jak Głód Zwycięstwa, gdzie dzięki Upheavalowi wygrałem kawałek pizzy (o tym też potem). W pewnym momencie jak wszystko mi się znudziły i szkielet sprzedałem bodajże Daedowi albo poszedł do Mielca. Jednak do samej mechaniki Wsów mam ciągle sentyment i jeśli raz na ruski rok gram w Duel Masters, to często do niej wtedy wracam.

Pomniejsze wspomnienia
Krótki fragment poświęcony taliom które pamiętam że miałem, żywiłem do nich mniejszą sympatię, ale nie aż taką żeby dostawały osobny akapit. Przez krótki okres czasu miałem RYG na smokach, nie wiem skąd, ale miałem kilka japońskich na których oparłem talię i poszedłem na turniej, całkiem pasuje, do krakowskiego Smoka. Nie była ona zbyt dobra. Inną talią, którą całkiem lubiłem były Armoloidy. Z tego co pamiętam był to RUB, który wyewoluwał potem w bardzo szybsze i bardzo słabsze aggro, które ponownie miało w sobie moje wynalazki. Tym razem były to takie perły jak Kelp Candle i Vikorakys z takich bardziej szczególnych. Sam zamiar tego RUBa był bardzo fajny, podoba mi się jego konstrukcja, jak znajdę na dmc to wrzucę.Ostatnie, a zarazem pierwsze chronologiczne na tej liści, są Survivory. Nie pamiętam ich dokładnej kombinacji, ale przez krótki okres czasu byłem nimi zafascynowany i miałem kilka nieudanych prób złożenia grywalnej z nich talii.

Stan obecny- RUG Mana Burn
Kilka lat temu na Warszawskiej Integracji (o tym potem) złożyłem swój ostatni deck do Duel Masters, który mam do dziś w szufladzie. Było to coś co zawsze chciałem zrobić, lubiąc mana burn, mana accel i aggro. Aggro mana burn w Usie nigdy nie miało zbytnio prawa bytu, a tym bardziej w niskobudżetowej hybrydzie, więc pomogło to że już absolutnie nie przejmowałem się sceną turniejową DM i prosząc różnych ludzi o karty, złożyłem to co zawsze chciałem. Ma w sobie trochę śmiesznych niezbyt dobrych kart jak Inżynier Kipo, nie jest szczególnie mocne, ani szczególnie słabe. Jest szybkie, ma w sobie odrobinę mojej talii narracyjnej, jest po prostu uosobieniem wszystkiego czym byłem w Duel Masters. Mimo że nie mam okazji grać z nikim tak tej talii jak i kolekcji Kipo czy kilku kart których lubię obrazki nie pozbędę się z własnej woli raczej nigdy, po prostu ze względów sentymentalnych.


Koniec Duel Masters w Krakowie
Przeskakując znowu w czasie przenosimy się do kwietnia roku... 2011? Duel Masters w czasach swojej świetności przyciągało na turnieje do Barda 50 (!!!) osób i było ciężko się pomieścić, ale z czasem ilość osób naturalnie malała, ludzie wyrastali z tego, przenosili się do innych karcianek, czy po prostu im się to nudziło. Po skończeniu ligi, którą wygrał Red ze swoją wczesną wersją Deicide'a a ja zająłem 7 miejsce głównie za sprawą tego że byłem na każdym turnieju, oznajmiono nam że soboty są dosyć lukratywnym czasem na turnieje, a mniej niż 20 osób na Duel Masters nie przynosi zysków takich jak na przykład WH40k, więc po prostu przestali robić oficjalne. To było ostatecznym gwoździem do trumny Duel Masters w Krakowie po tym jak zamknęli Smoka w Galerii Kazimierz jakiś czas wcześniej. Kilka razy były organizowane spotkania, czy nawet wielki ogólnopolski turniej w Krakowie na ~7 osób, ale to jest materiał na kolejną część. Ta się kończy małym wspomnieniem że kiedyś tuż przed okresem wielkanocnym na turniej przyszło mniej niż 8 osób i się absolutnie go nie opłacało robić i po prostu sobie graliśmy w pojedynki mistrzów.


Turnieje, spotkania, ludzie
Pierwsza z dwóch bardziej interesujących części. Raczej zostanie podzielona na jakieś losowe anegdotki związane z turniejami które się odbywały w Krakowie, losowe spotkania w Katowicach czy ogólnie ze śląską paczką i osobno postaram się opisać z pamięci dwa największe eventy Dmowe na jakich byłem: OTZ oraz Warszawską Integrację.

Losowy Kraków
Ta część będzie mocno chaotyczna, sporo będzie bardzo krótkich anegdot czy wydarzeń, które po prostu wbiły mi się w pamięć. Przypomnienie że uczestnicy ich mają wtedy po jakieś 13-16 lat i ich humor może nie być super górnolotny. Będę też raczej pisać to oddzielone linijkami, więc może się wydać że to jest dużo contentu, a tak naprawdę go wcale nie ma. Zacznijmy od jednej z głupszych historii.

W krakowskim Bardzie zawsze było takie duże pudło z commonami i uncommonami z którego ludzie mogli sobie kupować karty a potem je sprzedawać do droższych cenach. Ale ta historia dotyczy normalnej transakcji, a wspomniałem o tym pudle bo prawdopodobnie Emeral stamtąd pochodził. Z jakiegoś powodu do Krakowa przyjeżdżali dosyć często Qbius z Michalcem mimo że nie mieli aż tak blisko. Pewnej soboty Qbius ubił interes życia. Kupił Emerala za złotówkę, po czym w przeciągu minuty sprzedał go za 1.50zł. Czysty zysk. Jeszcze inna krakowska transakcja to wymienił jakąś kartę za coś z McDonalda, ale to nie pamiętam jej szczegółów bo nie było mnie przy niej.

Bard nie oferował wielkiego wyboru co do jedzenia i picia, a na dodatek ceny były droższe niż w sklepach obok. Na pobliskim przystanku znajdował się nawet kiosk ruchu, który często miał duże przeceny rzeczy blisko terminu spożycia. Ta historia nie jest jednak o jedzeniu, a o Kaczorze Donaldzie. Z jakiegoś powodu z Dabu i Qbiusem złożyliśmy się na KD tylko po to, bo były tam szpiegowskie okulary. Jak podłączę starą komórkę to wrzucę ich zdjęcie nawet. W tym samym czasie chyba ktoś ubił interes jak w powyższej historii tylko żę na drożdżówce.

TRÓDM – ten zlepek był bardzo dziwacznym naszym tworem. W pewnym momencie na pewno ja, Dabu i Qbius zaczęliśmy kolekcjonować te same karty po kolei Inżyniery Kipa, Scissor Eye i Spiral Gate, a następnie zbierać na nich podpisy graczy. Co można z tego zrobić oprócz posiadania ich w klaserze na pamiątkę jak to mam to dziś? Wymyślić zasady niczym z anime i grać. Tak właściwie to nie miało zbytnio zasad, bo każda karta dostawała swój wymyślony efekt w trakcie gry czy były dorabiane. Jednym przykładem który pamiętam było to że Qbius miał Spiral Gate Rzadka Rura, które ja zgrabnie kontrowałem Hydraulikiem Kipo i Nomadem Hero Gigio który mógł atakować Rzadkie Rury. Było to super silly, nie trwało długo, ale przyjemne wspomnienie.

Silly rzeczy, pewnego razu zrobiliśmy mini ołtarzyk dla Terradragona Cusdalfa bo tak. Obok się grało normalnie mecze turniejowe, a ołtarzyk był na makiecie do jakiegoś warhammera.

TURNIEJ Z JAJEM - jak już nie było turniejów, to postanowiliśmy zrobić po prostu spotkanie, było jakieś 7 osób, potem część z nas poszła do kefirka kupić sobie jedzenie. Zadzwoniliśmy więc do reszty że jesteśmy pod Kefirkiem i oni też tam poszli, ale nadal NIC. Okazało się że na długiej ulicy prowadzącej do rynku były aż DWA KEFIRKI i obie grupy były pod innym. Teraz to nie jest zbytnio śmieszne, ale "musiałeś tam być żeby to zrozumieć" i takie tam. Takie małe nieporozumienia logistyczne są zawsze zabawne jak na przykład, to powinno być w katowickiej części, Hoolkuz nas nie zauważył będąc po drugiej stronie ulicy i musieliśmy za nim pogonić. Z tego spotkania mam akurat zdjęcia i powstała też okładka zespołu Hit Kanapka (rarytas kulinarny krakowski, którego wtedy nie było i się zadowoliliśmy bułką pizzową z marchewka). Fun times.
[Obrazek: LdzkoYa.jpg]

Bard znajdował się w kamienicy na podwórku do którego prowadził korytarz przez inną kamienicę. Jakoś tak się składało, że ludzie przychodzili przed otwarciem barda jeszcze bo różnie mieli busy albo po prostu chcieli pogadać. W lecie nie robi żadnego problemu stanie na podwórku, natomiast w zimie raczej staliśmy w korytarzu co dosyć mogło denerwować z jasnych powodów mieszkańców. Pewnego razu wyszedł do nas jakiś facet z nożem do obierania ziemniaków i na nas nakrzyczał. Well, ta historia po prostu jest.

W ramach bycia głośnym na jakimś spotkaniu po skończeniu turniejów było nas jakieś 6 osób. Ogólnie Bard to miejsce publiczne i wypada tam się jakoś zachowywać. Z tego co pamiętam Bazie z kimś wybitnie to tego dnia nie szło i przeklinali bardzo głośno tak że przyszedł kierownik i powiedział im żeby się wynieśli z Barda. Oni tego nie zrobili, za to reszta która się zachowywała przyzwoicie i Qlo nic do nas nie miał poszła sobie gdzie indziej a potem wróciła do Barda tylko żeby zobaczyć że oni nadal tam byli, ale już cicho więc tam zostaliśmy. Ach te czasy bycia rozwydrzonym nastolatkiem...
Po podwórku Barda chodziły koty. Tak właściwie to tyle.

W tej historii jest też akcent Dmowy. Kiedyś Kisuke i Ignis postanowili zawitać do Krakowa, z krakowskich ludzi pamiętam tam Duleta i chyba Technota. Interesujący fakt był taki że absolutnie nie mieliśmy pojęcia nawzajem (ja+dulet) jak wyglądają Ignis i Kisuke i vice versa. Skończyło się na tym że idziemy z Duletem Batorego i mijamy jakiś dwóch gości, zatrzymujemy się i takie: "to był ignis i kisuke, nie". To byli oni i też pomyśleli że to jestem ja z duletem. Na samym spotkaniu to tam ja z Ignisem uczyliśmy się WoW tcg (rip fajna gra), natomiast w Bardzie znalazł się z jakiegoś powodu ktoś kto miał Duel Masters przy sobie i on przyciągnął do siebie uwagę Kisuke i reszty. Potem się rozeszliśmy i tyle.

W 2011 roku na urodziny do mnie przyjechali Qbius, Hoolkuz i Akira. Z jakiegoś powodu jednak wsiedli do złego pociągu i skończyli w Kędzierzynie-Koźlu co później stało się inside jokiem. Dostałem wtedy płytę Qbiusa pod tytułem MAKARON ( https://www.youtube.com/watch?v=gH9ivuqw9JA ). Zagraliśmy też w jedną z wielu ewolucji formatów Duel Masters opierających się na jednej kupce kart, którą ktoś miał, zjedliśmy naleśniki i tak właściwie to tyle. Kędzierzyn-Koźle jest najważniejszą z tego dnia informacją.

W następnych latach kiedy Duel Masters tak naprawdę umarło kilka razy spotkaliśmy się w Mc Donaldzie, raz przyjechał Akira i był wtedy tam Dabu, Tanza i Żurek1500, a innym razem z okazji tego że Aqua Sniper, który jest wspomniany poniżej też w katowickiej historii, przeprowadził się do Krakowa na studia był Kłin Alkadjas i dwóch całkowicie nowych gości z Ruczaju (dzielnica Krakowa), których imion ani nicków nie pamiętam.

Losowe Katowice

Pierwszy raz byłem w Katowicach z mamą w 2009 roku. Pamiętam, bo było to tuż po świetnym turnieju w Gdyni na który nie dostałem zgody na wyjazd i w zamian za to miałem zagrać w Katowicach. Tak absolutnym offtopem, to jakoś dwa lata później i tak byłem na turnieju w Gdyni, a dokładniej byłbym gdyby się zaczął o godzinie co miał zapisane. Tak to przyszedłem wcześniej niż chciałem tylko żeby zobaczyć że turniej jest w trakcie, pograłem, pogadałem, bo akurat z rodzicami byliśmy we Władysławowie i jeden dzień w Gdyni to tam był w miarę ok pomysłem. Wracając do Katowic, był to turniej w katowickim Smoku, który znajdował się w Silesii. Oprócz Qbiusa na pewno pamiętam że spotkałem tam Alexija Septimusa, jego brata i Zapała(?). Więcej informacji z tego turnieju zbytnio nie pamiętam oprócz tego że potem posililiśmy się w KFC.

Czas w końcu wspomnieć postać Michalca. Kiedyś po spotkaniu czy turnieju w katowickim Bardzie szliśmy w stronę dworca. Nagle Michalc zobaczył że odjeżdża autobus i zaczął na niego biec krzycząc mój autobus. Sam fakt że chciał zdążyć jest niczym dziwnym, zabawne były dwie rzeczy: pierwszą jest fakt że biegł niezbyt dobrze, czytaj jego nogi zamiast iść do przodu szły bardzo na boki. Druga jest taka że to nie był jego autobus.

Pierwszy raz natomiast w katowickim Bardzie byłem przy okazji większego ogólnopolskiego spotkania. Nie miało ono zbyt wielkiego sensu, ponieważ trwało ono tylko jeden dzień. Wiążą się z tym spotkaniem co najmniej dwie zabawne historie. Pierwsza jest taka że Lewy żeby zdążyć z Warszawy musiał wsiąść w pociąg bardzo wcześnie i na dodatek pojechał do Częstochowy zamiast do Katowic. Okazało się jednak że w Częstochowie zdążył przebiec przez dworzec i zdążył na pociąg który jechał akurat do Katowic. Druga historia jest taka że z jakiegoś powodu nikt z Katowic nie poszedł na dworzec nas odebrać i zaprowadzić do Barda. Wcześniej przyjechał już Hiead i Aqua Sniper z Częstochowy, natomiast ja, Lewy, Cielu i chyba ktoś jeszcze byliśmy dosyć zgubieni. Podeszła wtedy do nas dziewczyna rozdająca ulotki i powiedziała że wyglądamy jakbyśmy szukali Barda bo już się nią o to tamtego dnia pytał i nam wskazała drogę. Z radości tego eventu wzięliśmy od niej ulotki i dała nam swój autograf na nich, jej nick/przezwisko/jakzwał był Kali od hinduskiej bogini śmierci. Uratowała nam wtedy życie w nieznanych terenach, bardzo miłe to było z jej strony, dzięki.

GŁÓD ZWYCIĘSTWA – jedna z wielu historii, ale raczej najciekawsza która wydarzyła się tak o kiedyś w mieszkaniu taty Qbiusa. Po spotkaniu byliśmy z Qbiusem i Hoolkuzem głodni więc zamówiliśmy pizzę. Jemy wszyscy, ale okazało się że zostały 2 kawałki na 3 osoby, z czego jeden mniejszy. Nijak to pogodzić, więc zrobiliśmy to co umieliśmy najlepiej, postanowiliśmy zagrać o nie w Duel Masters w 3 osoby, chyba daliśmy sobie więcej tarcz nawet czy coś, ja RYG WS, Qbius swoim Slashem a Hoolkuz niestety nie pamiętam. Gra przebiegała zgodnie z przewidywaniami, Slash jechał dosyć mocno aż do momentu w którym Qbius postanowił użyć Upheavala, którego poleciłem mu dodanie jakiś tydzień wcześniej. Nie zauważył jednak że na mojej manie znajdował się Searing Wave(?) którym zniszczyłem mu Nariela i przez to przegrał walkę o pizzę zadowalając się Colą. Historia była tak absurdalna i zabawna, że odtworzyliśmy ustawienia z czasu gry, porobiliśmy dramatyczne zdjęcie i całe to było opisane w historię na karciance. Niestety waybackmachine/archive nie działa aż tak dobrze i nie byłem w stanie znaleźć linku działającego, ale zostawię zdjęcie z tego wydarzenia.

[Obrazek: 61IKzrR.jpg]

Ostateczny Turniej Zagłady

To był chyba największy event polskiego Duel Masters, zorganizowany głównie przez Qbiusa. Pomimo że sam turniej odbył się w niedzielę to wydarzenie można uznać za trzydniowe, gdyż w piątek większość osób przyjechała i nocowała u Qbiusa, a w sobotę odbył się trening/rozgrzewka przed grą na poważnie. Pozwolę sobie podzielić nawet na dni.

Piątek
Z mało interesujących rzeczy musiałem się zwolnić z ostatniej lekcji żeby zdążyć na pociąg. Bardziej interesujące jest to że Exmind prawie nie został puszczony na turniej i dopiero moja mama przekonała jego mamę że jednak nie jesteśmy bandą morderców i jechałem z Exmindem tym samym pociągiem do Katowic absolutnie nie wiedząc kogo się po nim spodziewać. Podróż minęła cool, pograliśmy sobie w DM, Exmind pożyczył mi swój BG Rush na turniej bo moje bodajże Wsy aż tak silne nie były, on sam grał RUBem z Jack Valdy(?). Przyjechaliśmy do Katowic, Qbius nas odebrał, reszta ekipy (Lewy, Sauron, Cielu) gdzieś pojechali, chyba do Michalca, my natomiast poszliśmy chyba coś zjeść a następnie do mieszkania. Potem przyszło spotkanie wszystkich, radości nie było końca, graliśmy sobie w DM a potem wieczoronocą w rymowanego RPGa. Koło jakiejś drugiej ludzie zdecydowali że pójdą spać co było jak najbardziej poprawną decyzją. Ja z Qbiusem jednak stwierdziliśmy inaczej i zabierając ludziom decki postanowiliśmy się udać do kuchni i słuchając Led Zeppelin – Kashmir zagraliśmy po 5 gier każdego matchupu jaki mieliśmy dostępny (z decków które pamiętam: Deicide, BG Rush, RUG Bombazar [Savages], BUGY Saurona) i nie spaliśmy w ogóle. To już tak właściwie przechodzi na...

Sobota
Rozgrzewka przed turniejem. Idziemy na nią wszyscy do Barda, sporo ludzi z Sosnowca, chyba pierwszy raz tam widzę Akirę, wszyscy sobie grają, rozmawiają jest przyjemnie. No oprócz z wiadomych przyczyn mnie i Qbiusa, bo stosunkowo umieramy, więc wracamy do mieszkania się przespać odrobinę. Reszta ludzi znowu gdzieś poszła, chyba Exmind wrócił też do mieszkania i wtedy powstały piękne rymowanki do zdjęć wziętych z forum/facebooka typu Exmind: "W małym ciele moc pudziana, Jack Valdy z samego rana", ja "Godzina jazdy od Kato, darksajd of jp ty szmato", Cielu: "Kilo koksu, klocki lego, mam Savages od Lewego". Niestety jak wiele innych rzeczy nie zachowały się prawdopodobnie nigdzie... Wieczorem zdarzyła się natomiast jedna z bardziej głupich rzeczy, w ramach żartu postanowiliśmy schować kalkulator naukowy Qbiusa na którym miał tam program do rozpisania turnieju do nieużywanego pieca kaflowego. Długo go szukał i się dosyć zezłościł, co było zrozumiałe biorąc pod uwagę wagę eventu i naszą infantylność. Skończyło się to tak, że wyniósł się na noc do innego pokoju i w pewnym momencie wszedł do reszty nas i oznajmił że kończy z Duel Masters. Tak o.

Niedziela, turniej
Nadszedł wielki wyczekiwany czas. Przybyło naprawdę bardzo dużo ludzi, oprócz ludzi z forum, znajomych ludzi z forum, przybyło też sporo losowych osób, które się dowiedziały w jakiś sposób o turnieju w niedzielę. Na początku została rozegrana faza grupowa, 3xbo3. Qbius sprytnie to wymyślił żeby nikt nie czuł się smutno, a mianowicie po niej wszyscy grali dalej, idąc tak jakby swissem żeby każde miejsce zostało ustalone. Top16 miało swój bracket, reszta grała już bardziej dla zabawy tak właściwie, sporo tam było dzieci bez szans na nagrody, to w miarę szybko zostały skombinowane jakieś niezbyt dobre holosy, ale znane z anime typu Czerwony Smok, które czekały na najlepszych w niższym drzewku, żeby żadna gra nie była o nic. Ja zająłem w końcu chyba 10 miejsce przegrywając w ostatnim meczu z Cielem, a wcześniej zostałem zepchnięty do niższego drzewka top16 przez Kela. Mocno wątpliwe jest to czy przegrałem zasłużenie, podobnie jak Michalc, ponieważ Kel miał zaskakująco dobre szczęście do Surferów pod tarczami. Można gdybać na podstawie moich nocnych testów z Qbiusem i tego jak dalej się układał bracket, że gdybym przeszedł Kela miałbym szansę na wygranie OTZ, ale było jak było, i tak przegrałem na Savages, więc w/e. Całe te 3 dni były bardzo przyjemnie spędzone wpośród wielu znajomych twarzy. Hoolkuza nie było bo miał wtedy chyba osiemnastkę, błahy powód dla opuszczenia turnieju kartoników. Dodam kilka decków, które pamiętam kto nimi grał i doszły do top16.


Lewy- Deicide
Kel – Bombazar
Michalc – BUY Queen
Sauron – BUGY Overcontrol
Malarz – BG Rush
Cielu – RUG Savages (Bombazar)
Exmind – RUB Jack Valdy
Oprócz tego oczywiście stosunkowo sporo innych Bombazarów.

Warszawska Integracja
Rok 2012 to raczej był już schyłek Duel Masters jako gry karcianej w rzeczywistości i raczej było to raczej pretekstem do spotkania się z ludźmi. Tak się też wtedy stało, kiedy to Undermine zorganizował u siebie Warszawską Integrację. Osoby uczestniczące: Undermine, Lewy, Malarz, Hoolkuz, Barry13, Jacobz, MasterDM, Margera, Cielu. Z Duel Masters to miało naprawdę niezbyt wiele wspólnego, więcej czasu się grało w Fifę/Munchkina/piłkę, ale DM też miał swoje miejsce, w 4 osoby zrobiliśmy draft z dużej ilości commonów które ktoś miał, a także pozbierałem tam od ludzi karty z których złożyłem wcześniej opisywany mój obecny RUG Mana Aggro. Lewy był z jakiegoś powodu tylko jedeń dzień mimo że był z Warszawy. Były do niedawna na facebooku zdjęcia z tego wydarzenia, ale ich nie mogę znaleźć. Tak właściwie jak na ostatnie spore spotkanie ogólnopolskie ludzi Duel Masters zadziwiająco mało na jego temat pamiętam.



To zamyka część świata rzeczywistego Duel Masters. Konkluzja bardziej po forumowej części to powinna być, ale znajomości które się zawarło na turniejach i na forum mimo że nie są raczej super zażyłe w znacznej większości przypadków naprawdę się przydają i warto je mieć. Ostatnio potrzebowałem info o Mielcu, to zwróciłem się o nie do Exminda, jak Cielu załatwiał studia to się zatrzymał u mnie. Przynajmniej ja to tak odzczuwam że pomimo że nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego, to łączy nas pewien bagaż nostalgii i wspomnień dzięki któremu nawet po latach moglibyśmy mieć jakiś temat rozmowy, a jak ktoś z ludzi forumowych z którymi się tak naprawdę przechodziło okres dorastania by potrzebował jakiejś niewielkiej pomocy, to inni mu ją z mniejszą lub większą chęcią udzielą.

Windswept alpine scrub...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
4.10.2016, 14:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 4.10.2016 14:37 przez Qbius.)
Post: #2
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
Cytat:http://i.imgur.com/G9epJh2.jpg
Po co ci i chrome i firefox

Cytat:Z jakiegoś powodu do Krakowa przyjeżdżali dosyć często Qbius z Michalcem mimo że nie mieli aż tak blisko.
No bo bylo fajnie ¯\_(ツ)_/¯ duh

Moja historia ze skończeniem z dułel majsters troche embarassing ale hej, wszyscy mi mówili że wrócę a nie wróciłem. W realu przynajmniej.

Fajnie się czytało i proszę o więcej.

[Obrazek: kXbB4cF.png]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
6.10.2016, 11:23
Post: #3
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
Ło, fajne wyznanie można by powiedzieć. Lubię takie rzeczy czytać. Fajnie by było jakby kiedyś Qbius napisał coś o sobie. Z tego co pamiętam kiedyś na karciance był jakiś "artykuł" o nim napisany przez kogoś (niestety nie pamiętam). Jakby kogoś zaciekawiło to ja również bym kiedyś się wypowiedział na temat swojej drogi, bo w sumie nigdy nie byłem jakimś OP graczem, ale Duel Masters to również spora część moja życia.[/size]

Machine Gun Kelly/Rise Against/Hollywood Undead/Linkin Park/Green Day
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
6.10.2016, 12:20
Post: #4
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
dajesz i piszesz swoją drogę kajdżudo
a qbius chyba z lewym nawzajem sobie napisali artykuły o sobie z tego co pamiętam

Windswept alpine scrub...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
13.11.2016, 21:14
Post: #5
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
WOW, jestem pod dużym wrażeniem!
Nie ukrywam, że nie przeczytałem wszystkiego ale sam fakt, że ci się chciało mi imponuje.
Przypomnałeś mi też o TYM dniu, który faktycznie miał wpływ na mój life.
Fajna sprawa ^^ !

[Obrazek: pokemon-scary-squirtle.gif]
It's good to be bad!

WANT:
Alphadios, Lord of Spirits / Aquan / Elupheus, Lord of Spirits / Grand Cross Catastrophe / Heavens, Heaven's Gate Elemental
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
19.11.2016, 23:46
Post: #6
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
W roku 2011 siedziałem całe dnie i czytałem o historii DM na karciance przeróżne artykuły i było to dla mnie tak mega fascynujące, i trochę taką nostalgię poczułem to czytając.
W Duel Masters nie pograłem za dużo, znajomości realnych też za wiele nie zdobyłem. Ale jednak ten półtorej roku spędzone na karciance miało na mnie wpływ dosyć spory. Minęło 5 lat od kiedy pisałem jakieś wywody o sobie na dawnym forum DM, mam wrażenie jakbym pisał je wczoraj, a z drugiej strony treść pamiętam jak przez mgłę. Wiem, że napisałem kiedyś, że o życiu wiem już wszystko, a Qbius odpisał, że halo, mam 12 lat, nie widziałem zapewne jak nikt umiera i się nie ruchałem, więc nie wiem wszystkiego. Wiem, że to artykuły Qbiusa o jego życiu sprawiły, że uświadomiłem sobie, że mogę być ateistą i właściwie nim jestem, tylko się tego bałem. Dzisiaj nie żałuję, że porzuciłem dla DuelMasters YGO, moją pierwszą karciankę do której po latach wróciłem i dziś gram w nią regularnie, bo gdyby nie to nie odkryłbym forum karcianki. A gdyby nie forum moje życie potoczyłoby się inaczej, i to znacznie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
20.11.2016, 15:16
Post: #7
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
(19.11.2016 23:46)Mateusz napisał(a):  W roku 2011 siedziałem całe dnie i czytałem o historii DM na karciance przeróżne artykuły i było to dla mnie tak mega fascynujące, i trochę taką nostalgię poczułem to czytając.
W Duel Masters nie pograłem za dużo, znajomości realnych też za wiele nie zdobyłem. Ale jednak ten półtorej roku spędzone na karciance miało na mnie wpływ dosyć spory. Minęło 5 lat od kiedy pisałem jakieś wywody o sobie na dawnym forum DM, mam wrażenie jakbym pisał je wczoraj, a z drugiej strony treść pamiętam jak przez mgłę. Wiem, że napisałem kiedyś, że o życiu wiem już wszystko, a Qbius odpisał, że halo, mam 12 lat, nie widziałem zapewne jak nikt umiera i się nie ruchałem, więc nie wiem wszystkiego. Wiem, że to artykuły Qbiusa o jego życiu sprawiły, że uświadomiłem sobie, że mogę być ateistą i właściwie nim jestem, tylko się tego bałem. Dzisiaj nie żałuję, że porzuciłem dla DuelMasters YGO, moją pierwszą karciankę do której po latach wróciłem i dziś gram w nią regularnie, bo gdyby nie to nie odkryłbym forum karcianki. A gdyby nie forum moje życie potoczyłoby się inaczej, i to znacznie.

Wiedziałem, że DM jak i inne pasje zmieniają życie, ale że wpłyną na wiarę i sferę seksualną to już coś ciekawego xD.
Gratuluję ateizmu i zapraszam do klubu, a co do ruchania to nie wiem czemu Qbius wątpił w ciebie gdy miałeś 12 lat Tongue

[Obrazek: pokemon-scary-squirtle.gif]
It's good to be bad!

WANT:
Alphadios, Lord of Spirits / Aquan / Elupheus, Lord of Spirits / Grand Cross Catastrophe / Heavens, Heaven's Gate Elemental
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
20.11.2016, 15:53
Post: #8
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
Z tym wpływem Duel Masters na sferę seksualną to troszkę przedobrzyłeś XD
Religia osobista sprawa, każdy wierzy w co chce i nic nikomu do tego Wink
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
20.11.2016, 22:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2016 22:19 przez Alcadeias.)
Post: #9
RE: Duel Masters - Moja droga Kajdżudo
(20.11.2016 15:53)Mateusz napisał(a):  Z tym wpływem Duel Masters na sferę seksualną to troszkę przedobrzyłeś XD
Religia osobista sprawa, każdy wierzy w co chce i nic nikomu do tego Wink

Ups, sorki! Na wszystko przyjdzie czas.
A postawa wobec religii super Smile

[Obrazek: pokemon-scary-squirtle.gif]
It's good to be bad!

WANT:
Alphadios, Lord of Spirits / Aquan / Elupheus, Lord of Spirits / Grand Cross Catastrophe / Heavens, Heaven's Gate Elemental
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Polskie forum graczy Duel Masters | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS | Awards | Nieprzeczytane posty